Publicon

Blog

Tanie „małpy od pisania”, czy „drogie małpy od pisania”?

Rynek usług PR w Polsce, staje się z każdym miesiącem coraz większy, poprzez dość naturalny proces, znany w niemal każdej branży - „pójścia na swoje”. Doświadczeni (lub tacy którym się wydaje, że są doświadczeni) pracownicy, nie mogący robić (lub uczciwie - nie nadający się w oczach pracodawcy) kolejnych kroków we własnym rozwoju zakładają mniejsze agencje rozdrabniając ów rynek. Agencje na ich miejsce zatrudniają kolejne „małpy”, a oni sami kolejne. A co z jakością?

 

6 zasad „dobrego małpowania”

 

Nie tak dawno, branżowy portal Proto zamieścił na swych łamach tekst o jakości w branży obarczony krótkim listingiem (użyte świadomie - wytłumaczenie poniżej w pkt. 3). Mogliśmy się z niego dowiedzieć, że PR-owiec w agencji jest... głupi, nieambitny, złapał Pana Boga za nogi, bo pracuje w branży, jest ekspertem od wszystkiego i mistrzem w rozwiązywaniu problemów. Jest czy nie jest?

 

Z Proto.pl: „6 objawów, po których poznasz, że jesteś agencyjnym PR-owcem:

1. Nie możesz przestać używać słów, których nie znasz

2. Dwie strony w czasopiśmie branżowym i wikipedia wystarczą by zrobić z Ciebie eksperta sektorowego

3. W rozmowie ze znajomymi używasz tak dużo branżowego języka, że zastanawiasz skąd znasz kolejny język obcy

4. Wciąż dajesz porady na tematy, o których nie masz zielonego pojęcia

5. Wszędzie widzisz potencjalne sytuacje kryzysowe

6. Wierzysz, że "świeże spojrzenie z zewnątrz" jest więcej warte niż lata doświadczenia w branży”

 

PRowiec, za wszystkimi swoimi wadami i zaletami, jako człowiek powinien być przede wszystkim specjalistą Z WŁASNYM ZDANIEM, a nie „małpą”, którą z czasem nauczysz wykonywania, nawet trudniejszych czynności. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której do agencji trafia nowy projekt, a dobry PRowiec nie spędzi kilkudziesięciu godzin na poznaniu klienta i jego branży. Czytanie opracowań, książek, codziennej prasy, bywanie na konferencjach sektora klientów i kojarzenie faktów jest dużo bardziej efektywne niż działanie doraźne, znane z powyższego pkt. 2. Winni są także w wielu przypadkach klienci - dbają bowiem o rozwój swoich wewnętrznych kadr, wysyłają ich na szkolenia, udostępniają ważne materiały, a PRowcowi, często bez materiałów źródłowych każą napisać ważny i dobry tekst. I tu powrót do punktu wyjścia - dobry PRowiec da radę mimo tego, „małpa” napisze gniota, który będzie później się odbijał jak czkawka - najczęściej agencji, bo wysyłała do klienta lub, o zgrozo, do dziennikarza złe opracowanie. Za kogo wolałbyś płacić?

 

Tania... małpa, czy droga... małpa

 

Własną pracą doszliśmy do zaplecza ekstraklasy z nadzieją i dużą szansą na awans „w kolejnym sezonie”. Jako Publicon jesteśmy porównywani z największymi, co cieszy i mobilizuje do dalszej pracy. Sporą pochwałą jest bowiem usłyszeć od klienta to co tak naprawdę i tak niektórzy z nas wiedzą - Wasze teksty mają identyczną, a czasami nawet lepszą wartość merytoryczną jak dużych sieciowych agencji m.in. z trzema literkami i nazwiskiem w nazwie. Nie dlatego, że wszyscy są jednakowo głupi, ale dlatego, że niektórych chce się być mądrym, choć za tą samą wiedzę klient jest (nie wchodząc w szczegóły) skłonny zapłacić różną cenę. Dlaczego niektóre działania to małpowania, a PRowcy to małpy? Niemal wszystkie badania relacji dziennikarz vs. PRowiec mają tożsame wyniki. „W czole” z ok. 20-30%, znajduje się rekord z danymi o „małej wartości merytorycznej tekstów” lub „błahym temacie”. Dziennikarze są przeciw naszej branży? Otóż nie, wielu wydawców, w tym. m.in. z Bankier.pl, czy RMF mówi wprost, że bez PRowców praca redakcji byłaby zdecydowanie utrudniona. Oni chcą otrzymywać materiały, ale muszą to być teksty wartościowe. I tu zderzenie z rzeczywistością...

 

Napiszcie o nominacji - na jutro - czekam

 

Klienci chcą wykorzystać każdą sytuację by pojawić się w mediach. I my jako PRowcy powinniśmy to rozumieć, ale jednocześnie doradzając klientowi optymalne narzędzia. Niejednokrotnie zdarza się, że opiekun projektu ze strony klienta chce zlecić tekst - koniecznie do prasy - o tym, że produkt dostał nominację do branżowej nagrody - nie trafiając nawet na ostateczną short listę, o przyznanym kolejnym... komercyjnym certyfikacie, czy o stworzeniu logotypu dla nowej grupy produktów. Pisać czy nie pisać? Ależ pisać, przecież jest to informacja, która nie tylko z punktu widzenia firmy ale i klientów może być interesująca. Jest jednak różnica - „małpa” najpewniej popełni opracowanie na życzenie klienta i zgodnie z owym życzeniem wyśle na ślepo taki tekst do mediów. Chwila refleksji - a co do jasnej dziennikarza obchodzi, że twoja firma, jako jedna z 143 w tym miesiącu i 358 w tym kwartale dostała certyfikat na produkt? Na Boga... być może dla  twoich klientów będzie to istotne, a zatem wyślij i opublikuj to w mediach - ale własnych. Aktualności na stronie, blogi, fejsbuki - przecież po to stworzono te kanały, by być takim samym medium. Zasięg może i mniejszy, ale i grupa docelowa komunikat bardziej trafiona. Nie można się dziwić nerwom dziennikarzy, kiedy po gali rozdania takich certyfikatów - nazajutrz dostają 50 niemal identycznych informacji prasowych napisanych przez „małpy” (które meldują wykonanie zadania), że każda firma jest wyjątkowa i za jakość dostała nagrodę. Toż z góry można stwierdzić, że taki materiał nie ma szansy na publikację. Ale „małpa” nie odmówi - dobry PRowiec tak. Jeśli w takiej sytuacji naprawdę zależy klientowi na promocji przez certyfikat - polecić warto artykuł sponsorowany - pewna publikacja i miesiącami, bądź latami budowane relacje z dziennikarzami na tym nie ucierpią.

 

Wszystkie branże tak samo

 

„Nasz klient nasz pan” - w sprzedaży - zgadza się, działa. W doradztwie, a tak definiować powinno się PR, nie powinno działać. Agencje żyją dzięki klientowi, który opłaca faktury, ale jaką satysfakcję ma się z bycia „małpą”? Czy wszystko co powie klient powinno sprowadzać się do sumiennego wykonywania zadań - jeśli tak po co agencja - zatrudnij Pan człowieka - daj do przeczytania 6 objawów z Proto i jedziecie. Żal tylko, że coraz częściej agencje ulegają klientom, a nie im doradzają. Nie „patrnerują”, a wykonują. Polecić warto na koniec manifest, będący niejako tajemnicą poliszynela z branży pokrewnej - reklamowej - Jak się robi reklamę: http://www.vice.com/pl/read/jak-sie-robi-reklame. Chcecie tak pracować lub mieć taką agencję? Prędzej czy później zaliczycie fakup, a dziennikarz zadzwoni i powie bulszit - nie do usłyszenia.