Publicon

Blog

Dobry viral nie jest zły. Rok 2013 rokiem wideo w Internecie

2,8 milionów filmów jest wyświetlanych na YouTube’ie w każdej sekundzie przez 800 milionów unikalnych użytkowników w każdym miesiącu. Co pewien czas niektóre z tych plików wideo trafiają do ludzkiej wyobraźni i stają się internetowym fenomenem.
 

Ostatnim wielkim hitem bijącym wszelkie rekordy popularności okazał się utwór „Gangnam Style”. W chwili, gdy piszę ten artykuł, wideo to obejrzało ponad 1,3 mld ludzi. Warto w temacie viralowych plików pokopać głębiej i spróbować zrozumieć, co czyni wideo fenomenem wirusowym.
 

Dlaczego ludzie udostępniają kontent innym?
 

Bez względu na to, czy jest to filmik, blog, aplikacja, czy zdjęcie, ludzie uwielbiają dzielić się nowymi rzeczami z przyjaciółmi i znajomymi. Bycie pierwszym, który odnajdzie dobrą treść i udostępni ją innym członkom swojej grupy towarzyskiej, jest bardzo satysfakcjonujące. Dajesz swoim znajomym coś, co chcesz, by ich cieszyło, nie oczekując rewanżu (w większości przypadków). Jeśli dostaniesz jakieś komentarze (lub lajki), to takie działanie uznajesz za warte zachodu. Może to również podnieść twój status w grupie znajomych, pozwalając zyskać uznanie i miano osoby, która potrafi odszukać w sieci dobrą, ciekawą treść, którą chętnie się dzieli.
 

Badania pokazują, że uwaga widzów przechwycona zostaje w pierwszych 10 sekundach przekazu. Ale mniej w tym przypadku znaczy więcej – 45% użytkowników wyłączy filmik po mniej niż minucie, więc trzeba przekazywać treść szybko i zwięźle.
 

Wirusowe treści to głównie takie, które pełne są treści wywołujących emocje, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Zdecydowanie częściej jest to przekaz z pozytywnymi treściami, który takie też emocje wywołuje i napędza wirusowość przekazu. Ma to sens, bo lubimy stawiać siebie w dobrym świetle, chcemy, by ludzie nas lubili, chcemy uchodzić za życzliwych, hojnych, dowcipnych i kompetentnych. Dzielenie się pozytywnymi treściami pomaga wzmocnić to wrażenie, a tym samym może podnieść naszą pozycję w grupie.
 

Warto więc pamiętać, że tworząc taki przekaz, powinno wpleść się w jego treść emocje, silne przesłanie skierowane w stronę pozytywnych lub negatywnych wrażeń. Efektem oddziaływania emocji zawartych w wirusowym przekazie powinno być uczucie „awe”, czyli – zgodnie z kołem emocji Plątnika – mieszanka zaskoczenia i strachu. Ale definiowane jest jako przytłaczające uczucie szacunku, podziwu, strachu itp., wytworzone przez to, co wielkie, wzniosłe, potężne, jak np. respekt do Boga lub uczucie towarzyszące kontemplacji dzieł Bacha. Przekaz wyposażony w awe ma potencjał, by stać się przekazem wirusowym.
 

Ale nie jest to warunek konieczny. Nie każdy bowiem przekaz należy szprycować emocjami, jednak zawsze należy pamiętać o uczuciach odbiorcy. Konstruując treść wideo, należy ukierunkować emocje w najbardziej odpowiedni dla odbiorcy sposób i pamiętać, że nawet krótki przekaz instruktażowy może stać się bardzo wirusowym (patrz casu japońskiego filmiku ze składaniem T-shirtu). W tym przypadku zadziałała powszechność treści przekazu. W końcu każdy z nas niemal codziennie składa jakąś koszulkę w swojej szafie.
 

Przełamuj lody. Udostępniaj swój przekaz poprzez sieci internetowe, takie jak Google+, Twitter, Linkedin. Posty wideo są bardziej angażujące niż zwykły tekst: 50% użytkowników social mediów chętnie obejrzy wideo opublikowane przez markę, którą obserwują.
 

Warto wspomnieć, że w wielu przypadkach to pieniądze odgrywają znaczącą rolę w tym, aby przekaz stał się wirusowym. Wielkie marki, takie jak BWM, Old Spice, Coca-Cola, sporo inwestują w wideo online i zapewnienie im wirusowego charakteru. Jeśli przekaz z natury nie jest wirusowym, należy zasiać go za pomocą innych środków. Za takimi treściami zawsze stoi olbrzymi wysiłek marketingowców, którzy pilnują, aby nie zagubił się on gdzieś w czeluściach YouTube’a. Dedykowany zespół będzie starał się gromadzić odnośniki do stron internetowych, tweetować porzez konta obserwowane przez dużą liczbę użytkowników, promować przekaz na Facebooku. Wielkie marki sporo zainwestowały w swoje profile na portalach społecznościowych i mają tam spore grono obserwatorów, którzy z pewnością pomogą w rozprzestrzenianiu danej informacji w sieci. Również wsparcie agencji PR-owej oraz blogerów pomoże szybko dystrybuować te treści w imieniu marki. Wszystko to jest starannie zaplanowane, tak aby trafić do najczęściej wyświetlanych filmów na YouTube’ie. Od tego momentu ruszy efekt wirusowy, o ile wideo jest dobre.
 

Przy tak ogromnej ilości treści wideo dostępnych w sieci dla mniejszych firm, operujących o wiele skromniejszymi budżetami niż wielkie koncerny, oznacza to niestety konieczność produkowania lepszych treści lub wynajęcia agencji, która zrobi to za nich. Masz wątpliwości? Umieść więc w swoim komunikacie obrazek słodkiego kotka – sporą liczbę odsłon masz zagwarantowaną. Ale uwaga – jest z czym konkurować. Po wpisaniu słowa „cat” w wyszukiwarce YouTube’a pojawi się około 1 670 000 wyników.